Podejrzewam — w tym zniżył głos — iż ktoś z tej gromady, jeden lub kilku, więcej od nas. I milczy. Wspólnicy złodziei? – zauważyłem. To mam na myśli. Albo milczą ze strachu, albo też M uczestniczą w porywaniu bydła. Po co? — zagadnąłem szybko. Mitchell westchnął. Sądzę, iż sprzedają kradzione sztuki. Taki mądry to i ja jestem — roześmiał się Karol. Bo jeszcze nie znasz szczegółów. Nie ograniczyłem się przeprowadzenia śledztwa w farmie Caldwella. Moi lu-dyskretnie zainteresowali się handlem żywcem w całym i interesują się nadal. Mimo to nie zdołaliśmy stwierdzić, by ktokolwiek nabył chociaż jedną krowę Caldwella bez jego aprobaty. Nie potrafię w to uwierzyć — zdenerwował się Karol. — Wszystko, co dotąd nam opowiedziałeś, wybacz, Gary, wymyślona bajkę. Ciekawe, jak przebiegało przesłuchanie. Wyobrażam sobie: tak zwane krzyżowe pytania, stara sztuczka policyjna, oraz ograne chwyty w rodzaju: „Co robiłeś? Gdzie byłeś tego a tego dnia o takiej i takiej godzinie? Kto może to poświadczyć?” I tak dalej, i tak dalej.