Najniewinniejszy facet dostaje wówczas drżączki i plącze się w zeznaniach, a kuty na cztery nogi przestępca łże jak z nut, gładko i z takim akcentem w głosie, iż przekonuje każdą „czerwoną kurtę". Z trudem stłumiłem śmiech, a Mitchell wyraźnie sposępniał. — Krzywdzisz nas. Nie jesteśmy tacy łatwowierni i tacy... głupi. Natomiast prawdą jest, iż nasz mundur nieco utrudnia prowadzenie śledztwa, bowiem ostrzega przestępcę. Oto dlaczego zwróciłem się do was obu o przyjacielską pomoc. Zresztą nie bezinteresowną. Jak wiecie, Caldwell zobowiązał się... — Wiemy, wiemy — przerwałem mu te wywody. — Gdyby nie Karol, nie przyjechałbym tutaj nawet za góry złota. Mniejsza z tym. Proszę nam teraz opowiedzieć o Caldwellu, jego rodzinie i jego pracownikach. Trzeba wiedzieć, z kim się spotkamy. — Słusznie — rozchmurzył się Mitchell. — Na początku ważna uwaga: udajecie się do Caldwella, jako znajomi jego znajomych, na parotygodniowy pobyt w celu polowania. Nikt nie może wiedzieć, poza gospodarzem, jaki jest właściwy powód waszej wizyty.