— Więc nie udajemy się tam jako pańscy znajomi? — zagadnąłem. — O to chodzi! — wykrzyknął. — Pan chwyta w lot każdą myśl. Przydałby się nam taki lekarz. — Jeśli to ma być oferta —- parsknąłem śmiechem — nie przyjmuję jej. — Szkoda. Lecz wróćmy do tematu. Jonathan Caldwell odziedziczył swe gospodarstwo po ojcu. razem z pierwszymi ojca pracownikami lub ich dziećmi. Z takiej sytuacji wywodzi się nieco patriarchalna forma stosunków między pracodawcą a pracownikami. W wielu wypadkach jego obecne podboje to ongiś dzieci, z którymi się bawił. Sądzę, że tego rodzaju stosunki stwarzają bardzo dobrą atmosferę, raczej utrudniającą rodzenie się jakichś zadrażnień. W okresie kilku ostatnich lat Caldwell zatrudnił paru nowych ludzi. — A w tym roku? — zapytał Karol. — Dwu lub trzech, dokładnie nie pamiętam. — Ci ludzie powinni nas interesować specjalnie, jeśli „znikanie" stada rozpoczęło się dopiero obecnie. Tego jestem pewien. Trafiały się, co prawda, straty, lecz przy dużej ilości bydła to rzecz nieunikniona.